Dźwięki wspomnień – Katarzyna Meres. Wulkan emocji na 104 stronach.
"(...) każdy z nas pewnego dnia znajdzie osobę, która pokaże, czym jest prawdziwa miłość, jak kochać czysto i bezwarunkowo (...)"
Informacja, że Kasia Mere, blogerka którą pewnie wielu z Was zna, napisała książkę spowodowała, że niemal natychmiast rozpoczęłam poszukiwania (a uwierzcie, nie było to łatwe). Raczej nie czytam krótkich form, żadnych pamiętników, ani tym bardziej książek traktujących wyłącznie o uczuciach –coś jednak spowodowało, że Dźwięki wspomnień po prostu MUSIAŁAM przeczytać.
Świat Kasiencjusza to blog Kasi, który znam od dawna i bardzo cenię, po przeczytaniu zaledwie jednej recenzji będziecie wiedzieć, że tak pięknie o książkach piszą tylko wrażliwe dusze. Uwielbiam ciepłe, choć szczere opinie Kasi i chciałam sprawdzić jak poradzi sobie w nowej roli, w końcu ocenianie literatury jest łatwiejsze niż jej tworzenie. Sięgając po ten debiut spodziewałam się lektury intymnej, emocjonalnej, ciepłej... ale jednocześnie obawiałam się wielkiego rozczarowania. Jakie są moje wrażenia? Przeczytajcie.
"Bałam się, że sielanka i piękna bajka pewnego dnia znikną.
A wtedy... wtedy ja stałabym się okruchami miłości, nadziei,
moje serce byłoby rozszarpane na strzępki, obolałe (...)"
Dźwięki wspomnień skrywają dwie odrębne historie. Historie całkiem różne, ale traktujące o tym samym – o sile wielkiej miłości i zwyczajnych niezwyczajnych ludzkich uczuciach. Pamiętajcie, że to krótka forma zawierająca poetycki zapis przeżyć, uczuć i myśli, więc jeśli spodziewacie się tradycyjnej historii i rozbudowanej fabuły to... porzućcie nadzieję, nie tym razem :) Katarzyna napisała, a w zasadzie namalowała słowami obraz związku dwojga ludzi, który jest jednocześnie jego wnikliwą analizą.
Pierwsza historia to intymny pamiętnik pisany przez śmiertelnie chorą kobietę, a w dalszej części przez jej partnera. Czytając poszczególne wpisy z łatwością wyobrazicie sobie osobę spisującą dziennik – cierpiącą, płaczącą, a przede wszystkim mocno kochającą. Część ta zawiera w sobie ogromny ładunek emocjonalny i nie ukrywam, że poruszyła we mnie struny, o istnieniu których nie miałam pojęcia, a skutkiem tego był nieopanowany strumień łez. Nic więcej nie mogę na ten temat napisać, to po prostu trzeba przeczytać!
Druga część książki jest swoistym monologiem zakochanej kobiety, która opisuje swoje uczucia do ukochanego mężczyzny. Analizuje i podsumowuje związek ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Wiecie co mnie przeraziło? Czasem miałam wrażenie, że autorka siedzi w mojej głowie i miałam ochotę podpisać się pod wieloma stwierdzeniami. Zaskoczyły mnie dokładne opisy stanów emocjonalnych i zwyczajnego codziennego życia. Katarzyna Meres posiada idealny zmysł obserwatorski i myślę, że wiele z opisanych scen musiało się w jej życiu zdarzyć. To niemożliwe, by ktoś opisał tak pięknie (i trafnie) coś, czego sam nie przeżył. Nigdy nie czytałam tego typu literatury, więc nie wiem czy tak dogłębna analiza związku jest czymś rzadko spotykanym, niemniej jednak cała opowieść bardzo mnie przekonuje. Czuję się urzeczona i emocjonalnie potargana.
Podsumowując: uważam, że to świetny debiut. Naładowany emocjami, dojrzały i nieszablonowy – ale nie dla każdego. Jego piękno docenią tylko wielbiciele romantycznej literatury, wrażliwcy i zakochane kobiety, a także wszyscy ci, którzy uwielbiają duchową analizę człowieka. Myślę, że autorka ma potencjał i niebywały zmysł obserwacji, potrafi wczuć się w swojego bohatera, niemal przejmuje jego skórę i dosłownie maluje słowami. Książka jest ucztą dla duszy, jej się nie czyta – ją się smakuje i chłonie. Debiut wydany przez NovaeRes ma uroczą, satynową okładkę i skrywa w sobie piękne wnętrze stworzone przez wrażliwą kobietę. Gorąco polecam.
PS. Kasiu, jestem z Ciebie dumna i czekam na kolejną odsłonę Twojego talentu.